Pewnie jeszcze nie odpuściliście jajek i mazurków – i bardzo dobrze, męczcie je jak najdłużej, niech pójdzie tam, gdzie ma pójść 
A ja – tak w sam raz na teraz, do talerza – opowiem Wam trochę o przypadłości odpoczywam-w-biegu-bo-łapię-życie. Bez obaw, żadnego medycznego języka. Diagnozę postawiłam sobie sama. Miejsce? Trójmiasto. Czas? Drugi weekend kwietnia. Objawy? Nieodparta chęć działania i uśmiech pojawiający się na myśl o okrągłej liczbie 1500, oznaczającej pokonane kilometry. 

 

Trójmiasto i Food&Health Conference, czyli intensywny odpoczynek | My small big creation

 

Trójmiasto i Food&Health Conference, czyli intensywny odpoczynek | My small big creationWszystko zaczęło się od Facebooka. W jednej z grup, do których należę, środa jest dniem poszukiwań. Poszukuje się świetnych osób do współpracy, ofert zatrudnienia czy wzajemnej pomocy. Dagmara natomiast szukała wolontariuszy. Dobrych duszyczek do pomocy w organizacji „jakiejś” konferencji. Przeczytałam. Przewijam dalej. Ale chwila, stop… scroll w górę, z powrotem do komentarza Dagi. Czytam jeszcze raz. „…Gdynia, 8-9 kwietnia”. Pytam siebie, kiedy ostatnio spędziłam weekend z dala od domu? Kiedy pozwoliłam sobie na chociażby krótki wypad? Kiedy ostatnio widziałam nasze piękne, polskie morze? (olaboga, jakieś sześć lat temu!) 

Teraz jestem pewna, że szybko pożałowałabym przepuszczenia takiej okazji. Okazji do poznania prześwietnych ludzi, pomocy przy wartościowym wydarzeniu i wsłuchania się w tak ukochany szum fal. Jakakolwiek siła zmusiła mnie w tamtym momencie, żebym napisała do Dagmary – o mocy nieznana, dziękuję Ci!

(Patrząc na ← to zdjęcie uświadomiłam sobie, że zapomniałam zawinąć do kieszeni trochę tych kamyczków. Trzeba będzie po nie wrócić!)

 

No fajnie. Zdecydowałam się, spakowałam manatki, pojechałam. I co w końcu z tego wyszło? Co takiego dał mi ten wyjazd, że tak się tu nim przechwalam? Otóż… 

 

Trójmiasto i Food&Health Conference, czyli intensywny odpoczynek | My small big creation

 

 

Trójmiasto + Food&Health Conference, czyli… 

 

POZNAŁAM WSPANIAŁYCH LUDZi

 

Trójmiasto i Food&Health Conference, czyli intensywny odpoczynek | My small big creationBlogując jedynie pół roku, nie zastanawiałam się nawet nad przenoszeniem wirtualnych znajomości do realnego świata. Teraz wiem, że chcę to robić przy każdej możliwej okazji. Spotkanie na żywo tak kreatywnych i inspirujących ludzi, z którymi „mijam się” w sieci, to chyba największa nagroda i niesamowita dawka motywacji do kontynuowania swoich internetowych poczynań. 

[Fot. Bartosz Sobczak]

 

 

 

ORGANIZATORZY URZEKLI MNIE… BRAKIEM CIASTEK „KONFERENCYJNYCH” I CUKRU DO KAWY

Każda konferencja jest nieodłącznie powiązana z ciastkami „konferencyjnymi”, nie? Wiecie, takimi z pudła z marketu. Kruche z marmoladką na środku, albo te herbatniki przekładane chemiczną masą ze składem dłuższym niż nogi Anji Rubik. Człowiek jak je to aż czuje, że zaczyna się świecić. 

A tak całkiem serio… Organizatorzy wykazali się niesamowitą konsekwencją w założeniach i działaniu. Kawy i herbaty nie słodzę od kilku lat, a jeśli już mam ochotę na napój w słodszej wersji, to królem mojej kuchni jest ksylitol. Robiąc kawę w trakcie konferencji, naszła mnie chęć na użycie małej ilości tego „białego zabójcy”, dla dostarczenia chociaż kilku kalorii zmęczonemu organizmowi. I wiecie co? Żadnego cukru nie znalazłam! +100 punktów dla organizatorów.

Ale, ale… światłem się przecież nie żywiliśmy. Wręcz przeciwnie – było wiele przepysznych, wartościowych przekąsek. A moje serce zdecydowanie skradła panna cotta z kaszy jaglanej i mleka kokosowego, podana z malinami. O losie… niebo w gębie. 

Doktor Ania, organizatorka całego wydarzenia, zadbała o wyborne grono przemawiających na konferencji. Nie byłam na wszystkich wykładach, jednak te, których mogłam wysłuchać, dały mi wiele do myślenia. 

Najmocniej „trafił” do mnie Rafał Mikołajczykparakolarz. Kopnijcie mnie mocno w cztery litery, jak kiedykolwiek powiem, że czegoś mi się nie chce. Jak temu człowiekowi się chce, ba! – co więcej, osiąga niesamowite sukcesy – to jak mi może się czegokolwiek nie chcieć? Pamiętajcie, że jedyne bariery to te, które sami tworzycie. A jeśli już jakiekolwiek, niezależne od Was, staną Wam na drodze – walczcie i biegnijcie dalej. 

 

 

Trójmiasto i Food&Health Conference, czyli intensywny odpoczynek | My small big creation

Fot. Bartosz Sobczak

 

UTWIERDZIŁAM SIĘ W PRZEKONANIU, ŻE ŻYCIE CHCĘ WYKORZYSTAĆ MAKSYMALNIE 

Ja przez długi czas byłam leniem. Właściwie dalej lubię nim bywać, z tą różnicą, że teraz umiem odróżnić, kiedy mogę leniuchować, a kiedy nie. Została tylko walka z prokrastynacją i odpowiednim ustalaniem priorytetów. 

Uwielbiam, kiedy dużo się dzieje. Przez ostatnie kilka miesięcy co prawda działo się u mnie często i gęsto, ale nie zawsze w dobrym kontekście i nie zawsze na tyle dużo, żeby mnie to satysfakcjonowało. A teraz czuję w sobie jeszcze większą potrzebę wypełniania dnia po same jego brzegi. Dnia, tygodnia, miesiąca… generalnie chciałabym żyć jak najwięcej, jak najmocniej, jak najlepiej. 

Podczas tych trzech dni spałam mało, robiłam dużo (kilometrów też – na kółkach i na nogach) i zwyczajnie czułam, że… żyję. Paradoksalnie, czas, w którym z łóżkiem było mi nie po drodze, a dolne kończyny wyczekiwały, aż na horyzoncie pojawi się jakiś przystojny masażysta, był dla mnie lepszym odpoczynkiem niż kilkugodzinne wylegiwanie się na kanapie. 

 

 

Trójmiasto i Food&Health Conference, czyli intensywny odpoczynek | My small big creation

 

 

PONOWNie „SPOTKAłam się” Z WOLONTARIATEM 

Zawsze lubiłam pchać się w różne wydarzenia, organizacje, środowiska. Zawsze lubiłam ogarniać fajne sprawy i pomagać w organizacji wszelkich eventów. Świadomość, że mogę komuś pomóc niesamowicie napędza mnie do działania, a najlepszą nagrodą za tę pomoc jest satysfakcja, że dałam komuś uśmiech, odjęłam choć  trochę obowiązków i zabrałam kawałek zmartwień. A z resztą… korzyści płynące z bycia wolontariuszem doskonale przedstawiła Wam Socjopatka, w jednym ze swoich ostatnich wpisów.

 

USŁYSZAŁAM SZUM UKOCHANEGO MORZA

Morze Bałtyckie kojarzy mi się z moją babcią. To ona pokazała mi je po raz pierwszy, kiedy miałam zaledwie kilka miesięcy. Przez kilkanaście lat powracałam tam w każde wakacje. W pewnym momencie jednak wyjazdy nad Bałtyk się skończyły. Teraz wiem, że chcę wznowić tę tradycję, bo Trójmiasto jest jednym z najlepszych miejsc, w jakich byłam i chcę bywać

 

Trójmiasto i Food&Health Conference, czyli intensywny odpoczynek | My small big creation

 

Trójmiasto i Food&Health Conference, czyli intensywny odpoczynek | My small big creation


 

Taki wyjazd to niby nic znaczącego. Ludzie przecież non stop gdzieś podróżują. Jednak cały sens tkwi w umiejętności doceniania małych rzeczy. Dla mnie ta mała podróż była wielką. Ten najzwyklejszy szum fal był czymś, co momentalnie rozwiało wszystkie złe myśli. 

 

Jaką małą, wielką rzecz udało Ci się zrobić w ostatnim czasie? Co dało Ci uśmiech, choć było z pozoru nieznaczącym niczym?

 

Ściskam,

Weronika